Temat: Doberek:(

Nie wiem od czego zacząć,może od tego że stwierdzono już u mnie po wizycie na ostrym dyżurze psychiatrycznym (na którym byłam rok temu)depresję lękową...miałam już bulimie z której wyleczyła mnie nerwica...koleżanka u której stwierdzono bordenline też u mnie widzi podstawy tej ciekawej przypadłości,mam sklonności okaleczania się...robie to od 7lat mój ostatni nabytek spowodował wizyte w szpitalu i 9 szwów...pisze to wszystko ironizując ponieważ nie mam siły...z tego co sama zdążyłam zauważyć mam problemy...w których coraz bardziej zamykam się w sobie...Moja historia zaczeła się dokładnie 2 lata temu w nocy z 7 na 8 marca(haha trafiłam na te forum równo 2 lata po moim małym wypadku)Brałam już przez 7miesięcy leki przeczyszczające nie musze nadmieniać iz potrafiłam wziąść po całe opakowanie na raz a robiłam tak codziennie...wydawało mi się to bardzo dobrym sposobem na odchudzanie...a cale zycie miałam tendencje do nadwagi..i miałam z tego powodu ogromne kompleksy teraz wiem ze jest to wina bardzo niskiej samooceny i potrzeby akceptacji...wracając do meritum wylądowałam w szpitalu na wypłukaniu elektrolitów z organizmu ktore spowodowały tachykardie....od tej pory zaczął sie mój koszmar całonocne kontrolowanie serca,co nocne wizyty na izbie przyjęć z objawami drętwienia duszności kłoć palpitacji...stres który był kumulowany znalazł swoje ujście...zatruł mi życie z nie zależnej dziewczyny jestem więzniem swojego domu,na dyskoteki nie chodze,zawaliłam technikum,boje sie isc do pracy przy każdym dalszym wyjezdzie następuje taki stres który odrazu napędza machine przez moją nazwe to delikatnie przypadłość zamknęłam sie w sobie nie spie po nocach w dzien spie do 15,straciłam dwóch chłopaków na których mi zależało,chorobliwie walcze o akceptacje,nie potrafie wyrażać uczuc czasem boje sie wyjsc do sklepu...na rodzine nie mam co liczyć,ponieważ moja mama traktuje mnie jak swoją matke a ojciec równiez sobie nie radzi...uciekam przed swiatem nie mam z kim porozmawiać,ludziom ufam albo za bardzo albo wcale,czuje sie samotna a nie mam już kompletnie wiary w siebie ze kogos znajde bo boje sie odtrącenia...w dodatku może to jest najśmieszniejsze ale wydaje mi sie ze za dużo widze rzeczy tzn.niesprawiedliwości,krzywdy,cierpienia co powoduje iż kompletnie nie widze szansy na poprawe mojego zycia...a uciekam od szczęscia to znaczy sabotuje je by móc pózniej starać sie je naprawić...bo uważam że na nie nie zasluguję a gdy nie radze sobie z emocjami pod wpływem alkocholu robie sobie sznity by móc uwolnić napięcie....pisząc to zdaje sobie sprawe iż mimo to że przypuszczam czemu tak mam i chyba rozumiem przyczyny to nie umiem mimo to pomóc sobie pomóc...

2

Odp: Doberek:(

Witam na forum
Wydajesz sie wartosciową, wrażliwą dziewczyną, a twoja historia jest naprawde przykra. Leczyłaś się kiedykolwiek psychiatrycznie? Jeśli nie, to myślę, ze czas najwyższy. Nie dzieje się z tobą dobrze, a zasługujesz na szczescie. Przypuszczam, że potrzebne będą leki i psychoterapia, wiec idz jak najszybciej do lekarza. Bez sensu, zebys sie dalej meczyla.

matko zaczęłam gadac frazesami jak z jakiegos poradnika

"Ludzkie istnienie musi być pewnego rodzaju błędem."