Temat: nienawidzę dzieci
Chyba nic nie drażni mnie bardziej niż małe dzieci. Cała sie gotuje jak widze te małe, zaślinione i zasmarkane bachory - nawet nie potrafie ich naczej nazwać. Dzieci mnie brzydzą, denerwują, podnoszą ciśnienie. Jak widze to debilowate spojrzenie i rozdziawioną paszczę, to mi sie niedobrze robi. Zresztą sam mój język, którego w tym momencie używam chyba dobrze obrazuje mój wstręt, bo nie potrafie użyć innych słów. Problem w tym, że cała ta moja niechęć zaczyna coraz częściej wpływać na mój nastrój. Wystarczy, że jakieś małe dziecko siedzi przede mną w tramwaju i gapi sie na mnie, a ja już jestem wkurzona i zabijam wzrokiem. Nienawidze też tych wszystkich młodych matek, które mijając mnie albo gadają u kupkach i pampersach, albo świergoczą do swoich bachorów sepleniąc i zdrabniając każde słowo. Denerwują mnie wszystkie zdrobnienia, "rączki", "nóżki", "piotruś" srotruś itd. Za każdym razem jak wychodzę z psem na spacer co najmniej 8545696895689 razy słysze "o ziobać kamilku, pani idzie z pieśkiem! cio lobi piesiek? hał hał!" i mam ochote podejść i trzasnąc ją w łeb, bo tak mnie to denerwuje. Jak słysze, że ktoś sie zachwyca mijanym bachorem, nazywa go "dzidzią", "bobo" itd., to automatycznie zmniejsza to mój szacunek do tej osoby.
Do tego dochodzi koszmarny lęk przed ciążą. Mam miesiączkę regularnie jak w zegarku, tak samo obfitą jak zawsze, ale co miesiąc wmawiam sobie, że to tylko plamienie ciążowe
czy ktoś też tak ma??? wiem, że to jest chore, taka nieuzasadniona nienawiść, ale nie panuje nad tym. nie znam drugiej osoby, która aż tak bardzo nienawidziłaby dzieci jak ja i zaczynam sie zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest już jakaś obsesja ![]()
całe szczęście, że moja siostra już wyrosła z tego obrzydliwego, denerwującego okresu i nie chodzi zaśliniona z niedomkniętymi ustami, bo chyba bym nie wytrzymała psychicznie z takim zasmarkanym dzieciakiem pod jednym dachem. o dziwo kocham moją siostrę i żyje z nią w miarę w zgodzie, mimo że ma te swoje 10 lat.